...więc przepraszam za to że tak dlugo nie pisalem,oraz za to że w dalszej częsci notki nie zobaczycie niektórych Polskich liter, bo moja klawiatura nie pozwala ich napisac.
Do rzeczy.
Jak co roku mniej więcej o tej porze chcialbym podsumowac rok...
Mial byc lepszy,mial byc początkiem czegos nowego etc...byl niewyobrażalnie ciężki dla mnie.Pocieszam się myslą że ten chyba już musi byc lepszy...chyba.
Wiosna
...początek roku zacząl się od tego że na imprezie sylwestrowej zostalem "zgwalcony" przez dziewczynę z którą sie wtedy spotykalem...pamiętam jak przez mglę,więc nawet nie wiem czy bylem dobry,ale sądząc po moim stanie...raczej nie.No ale...noworoczny seks zaliczony.
Pózniej bylo już tylko pod górkę...
Dalej szukalem pracy,odzywali się z dzialów obslugi klienta...etc,albo stawialem się na rozmowy,albo nie...bo przeciez nie nadaje się zupelnie z moim nastawieniem do takiej pracy.
Na studiach przez biurokrację musialem sie natrudzic i nabiegac po wpisy zeby miec zaliczony semestr.Pamiętam jak nie mialem wtedy juz sil na cokolwiek bo wszystko wydawalo się takie...
Pod koniec wiosny przez "romantyczny zbieg okolicznosci" poznalem ...
Lato
Laura byla malutką blondynką o niebieskich oczach...malutką,glupiutką,żywiolową i calkowicie inną ode mnie...Z perspektywy czasu uwazam ze byla tak jakby "odskocznią",miala wspaniale mlode cialo i byla odwazna...zdradzalem ją pocalunkami z M. i paroma innymi ... Styczen - lazienka na podlodze?
Sierpien ? - Prysznic.
Lato bylo okresem w którym odzylem.Zarówno zespól,który dostarczal mi natchnienia i motywacji na kolejne dni,jak i Laura uskrzydlaly mnie....i tak jakby bardziej chcialo mi sie życ.Gdyby nie to ze nie mialem pracy,poza paroma godzinami z geodetą,poukladaloby się to calkiem inaczej.
Jesien
"facet musi zarabiac..."
Zostawila mnie dla innego,bo się zakochala...bo nie mogla wytrzymac u boku rockmana...nie chciala czekac na znalezienie pracy,ponadto zachowywalem się w stosunku do niej...jak facet?,szczery do bólu facet.Do czego nie byla przyzwyczajona.
Żalowalelem nie tyle chyba tego ze nie jestem z nią,tylko ze sostalem sam,ze zostawila mnie zanim ja to zrobilem i to w stylu nie pasującym do malej grzecznej blondynki...
Dwa tygodnie pózniej,kiedy juz prawie się podnosilem dzięki zespolowi...Wylali mnie z niego.
Nie muszę pisac jak wtedy się czulem sam,jak źle.
Gdyby nie to ze studia...nie dalbym rady.Pamiętam jak ze lzami w oczach prosilem Boga zeby bylo już lepiej,by dal mi sile.Dal mi ją i z zacisniętymi zębami i pięsciami dalej twardo parlem do przodu,jak zresztą w calym roku...Wtedy chyba po raz pierwszy w życiu zostalem sam...tyle ludzi wczesniej naokolo,bylem lubiany etc,a wtedy zostala mi tylko A.Obiecalismy sobie nawzajem że damy radę.Gdyby nie to...juz by mnie tu nie bylo.
By na chwilę zapomniec o tym co się dzieje...dla czystego wyprania mysli znowu wyszukalem napisalem do jednej z losowych dziewczyn...
Zima
...ladne rysunki - pomyslalem wtedy.Napisalem "Bardzo mi się podobaja twoje prace,oby tak dalej..." nic specjalnego,ale wiedzialem ze chcę podtrzymac rozmowę,chocby tylko dlatego by sie oderwac od jesieni...
Okazalo się ze jest nawet fajna,niezbyt ladna,ale...mielismy się spotkac,ale wyjechala do pracy do Wiednia.Pomyslalem ze trudno i nasz kontakt na jakis czas się urwal.Pewnego dnia dodala nowe zdjęcie,ja przyszedlem po paru piwach do domu i musialem je skomentowac...zaczęlismy znowu pisac.Ona z Wiednia,ja z Rudy sl...przez miesiąc...dzien w dzien...Wmiarę uplywu czasu coraz bardziej czekalem aż przyjedzie na swięta,ona tez...jakos tak inaczej niz zawsze bylo..."internetowa znajomosc" ,spieszylem się do domu z pracy by jej napisac dobranoc...jak 15 latek... ale cholernie balem się konfrontacji ze względu na moje doswiadczenia,wrednosc,nieumiejętnosc zakochiwania się...która kontrastowala z jej...czystą kartą pod każdym względem.
Spotkalismy się 16 gródnia.
Chyba jest pierwszą osobą przy której zacząlem naprawdę rozumiec ze wygląd na dluzszą mete nie ma takiego znaczenia..
Ujęla mnie wrazliwoscią,"swojskoscią" i nieudawaniem...
sklada się z polaczonych cech...których szukalem tyle czasu...
Nie wiem ile to przetrwa,bo chyba wraca do Wiednia.
Nie wiem czy się będe potrafil zaangazowac i czy przemiana zachodząca we mnie się dopelni...Chcialbym byc po prostu szczęsliwy.
Odliczanie do nowego roku spędzilem sam...bo pare minut wczesniej ochrona poprosila mnie grzecznie o opuszczenie rynku w Opolu ,poniewaz wnioslem tam szampana w szklanej butelce...pózniej nie umialem juz znalezc znajomych...
Wtedy znowu poczulem się...i coraz bardziej uswiadomilem sobie ze wazna jest tylko 1 osoba z którą spędzi sie życie,reszta moze istniec...nie musi.Ciekaw jestem jak się to potoczy dalej.